poniedziałek, 27 września 2010

Pola Chwały 2010 - 24-26 Września, Niepołomice

Witam.
Wróciłem dzisiaj z kolejnej imprezy pod sztandarem - Pola Chwały. Przyznam się szczerze, że jestem bardzo zadowolony z uczestnictwa w tej edycji. Poznałem masę fajnych ludzi, pograłem w nowe systemy, pooglądałem parę nowych rzeczy. Ale po kolei.

W piątek ok. 13:00 zapakowaliśmy się z chłopakami z Oddziału Ósmego – Tomkiem i Marcinem, drugim kolegą Tomkiem, oraz z kolegą z Arkiem wraz z jego synem, do dwóch aut i po przeprawie przez łódzkie korki wyjechaliśmy na trasę do Niepołomic. Do czasu postoju trasa przebiegała bez przeszkód, zjedliśmy obiad i podczas kontynuowania podróży pojawił się pierwszy problem. Moja nawigacja częściowo odmówiła współpracy i wykierowała nas w jakieś dziwne miejsce. Po zawróceniu i ponownym wjechaniu na trasę do Niepołomic pod koniec podróży trafiliśmy na remont dróg pod Krakowem. I tutaj po raz kolejny, po części z mojej winy, a po części z winy nawigacji, minęliśmy zjazd na obwodnicę Krakowa i niestety musieliśmy jechać przez centrum miasta co zajęło sporo czasu, aczkolwiek droga znacząco się skróciła (prawie o połowę). Suma summarum dotarliśmy do celu cali około godziny 19:00.
Po wejściu na zamek przywitaliśmy się z Robertem Kowalskim i po krótkiej rozmowie rozpakowaliśmy się w sali freskowej obok pomieszczenia ochrony. Korzystając z okazji skoczyłem szybciutko do piwnic zamkowych gdzie planszówkowcy mieli swoje El Dorado i przywitałem się z Ryśkiem (Raleenem), Darkiem (DT), Arteuszem, oraz kilkoma innymi osobami, których niestety nie kojarzę z forum. Po krótkiej rozmowie udaliśmy się całą łódzką szóstką do sklepu po małe zakupy i podjechaliśmy pod miejsce naszego noclegu. W tym miejscu po raz kolejny dziękujemy Robertowi i p. Bartnikowskiej za załatwienie noclegu. Uwaga! DZIĘ-KU-JE-MYYY!! Pani Bartnikowska jak zwykle uśmiechnięta i wesoła ugościła nas w tym samym pokoju co zwykle. Nawet z dostawieniem dodatkowego łóżka nie było problemu i żadnych „rewelacji” i żali, i wszystko odbyło się w przyjaznej i wesołej atmosferze. Po opłaceniu kwatery zjedliśmy kolację, wypiliśmy piwko po trudach podróży i poszliśmy spać.

Rano po śniadaniu całą paczką poszliśmy do zamku rozkładać stanowisko sklepu i stół z makietą do prezentowania gry. Podczas rozstawiania obskoczyłem wszystkie sale z aparatem i popstrykałem fotki tym, którzy zdążyli już przyjechać. Chwilkę pogadałem z Jarkiem Kocznurem od DBA, który rozstawiał stoły i przygotowywał salę do turnieju jaki miał się odbyć. Przebiegłem się też po piwnicy gdzie popstrykałem fotki planszówkowiczom. Troszkę pogadałem, troszkę pooglądałem po czym wróciłem do rozstawiania makiety. Makieta przedstawiać miała front wschodni na środkowy okres wojny i wyszła całkiem nienajgorzej. Po rozstawieniu makiety złapałem za kamerę i ponownie przeszedłem się po zamku i okolicy kręcąc parę ujęć na pamiątkę. W piwnicach pogadałem z Przemkiem i Czakim (o czym dowiedziałem się później). Dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy natury technicznej odnośnie figurek i modeli 1:72, pooglądałem makietę i miniatury Przemka i Borsuka (z forum), którego niestety nie udało mi się poznać.
Po powrocie na górę pogadaliśmy trochę z chłopakami i wraz z kolegą Tomkiem (było nas trzech Tomków J) rozstawiliśmy się na grę w Blitzkrieg Commandera na 2tyś. punktów. Gra przebiegała bardzo sprawnie i po 50min mięliśmy zaliczone już 5 pełnych tur z 8 ustawionych przed grą. Niestety siły niemieckie, którymi dowodziłem niezbyt się sprawdziły i po 5 wspomnianych turach poddałem grę. W tym samym czasie przyszedł do naszej sali Pavel „Rapier” z reprezentacji czeskiej ;) Podpytał trochę o systemie, w który graliśmy, porozmawialiśmy o zasadach i umówiłem się na grę w system Rapid Fire, z którym to trójka czechów przyjechała po raz kolejny na Pola Chwały. Po kolejnej rundzie z aparatem i kamerą pobiegłem do sali akustycznej gdzie byli czesi i po chwili czekania zaczęliśmy tłumaczenie zasad. w sali akustycznej swoje stanowiska mieli Panowie z Wargamera z dwoma stołami do Ogniem i Mieczem oraz wielką ladą z figurami (dobrze że była sprzedaż, a nie jak w zeszłym roku, sam pokaz), Panowie z jakiegoś klubu modelarskiego z makietą kozaków, oraz Panowie z klubu, którzy przedstawiali system Generals Quarters, drugowojenny system bitewny. Obok w skarbcu rozgrywał się w tym czasie turniej DBA. Wygrał go jeśli się nie mylę Jarek – Greebo czyli mistrz mistrzów. Na piętrze z tego co się orientuję był sklep modelarski, a na placu zamkowym stoisko Kuźni Gier. Bardzo dobry pomysł na jak największą ilość sklepów. Daje to reklamę i możliwość zapoznania się z gołym, surowym prodktem w postaci figurek, farb, akcesoriów itp. Duży plus. W końcu nadeszła pora na Rapid Fire’a.  Moim przeciwnikiem miał być ktoś z Warszawy, ale stanęło na koledze z Krakowa jak i z Forum Strategie – headache’u. To bardzo fajny facet, skory do rozmowy i gry, skromny, ale wesoły. Od razu przypadł mi do gustu. W końcu po wytłumaczeniu zasad w angielsko-czesko-polskim języku zaczęliśmy grę. Ponownie objąłem dowództwo nad siłami niemieckimi, a z racji tego, że Rapid Fire to system w skali dywizyjnejlub batalionowej (w zależności od woli graczy) miałem pod dowództwem batalion Elefantów i batalion grenadierów pancernych na Sdkfz 251 oba po 2 kompanie, do tego wsparcie średnich moździerzy, MH42 i Pak40. Oczywiście składu dopełniało dowództwo. Piechota i dowództwo były wyposażone w panzershrecki i panzerfausty. Przeciwko mnie stanęły dwa bataliony piechoty sowieckiej, batalion T-34 z dowództwem, oraz wsparcie w postaci kompanii CKM Maxim, moździerzy oraz działa ppanc, oczywiście całość uzupełniało dowództwo. Gra przebiegała przyjemnie aczkolwiek z racji nie poznania zasad w dostatecznym stopniu i tłumaczenia przez Rapiera dość długo. W międzyczasie Darek przyprowadził do sali akustycznej koleżankę z forum Nazę. Miło było poznać pierwszą forumowiczkę na żywo. Umówiliśmy się na piwko na rynku po czym powróciłem do gry. Tym razem poszło mi znacznie lepiej. Podczas gry miały miejsce sławetne pornorzuty! W systemie gdzie jedyną kostką jest kostka k6, sporo razy wyrzucałem szczęśliwie 5 i 6 oczek. T-34 paliły się wesoło jeden za drugim. Podczas gry pstryknęliśmy parę fotek, poplotkowaliśmy na różne tematy. Ogólnie było przyjemnie i wesoło. Po ustaleniu werdyktu z headache’em wygrała strona niemiecka, jako że musieliśmy przerwać rozgrywkę. Po grze wraz z Tomkiem udaliśmy się na umówione spotkanie na rynku, gdzie rozmawialiśmy i śmialiśmy się przy piwie w kilkuosobowej grupce. Z rynku wróciliśmy na hipodrom gdzie ustawiliśmy się w kolejce do konwentowego grilla. Po odczekaniu swojej kolejki zasiedliśmy ponownie z Czechami przy jednym stole, gdzie podczas posiłku umówiłem się z Rapierem na kolejną grę w niedzielę, tym razem w ColdWar Commandera w skali 3mm. Po grillu wróciliśmy z Tomkiem na kwaterę, gdzie przy piwku pogadaliśmy i pożartowaliśmy. Dodam, że właśnie wtedy narodził się żart o wdzięcznej nazwie „Zimne majtki” nadanej następnego dnia przez Pawła Kura. Trafna nazwa. Nawet bardzo. Opis żartu tylko dla wtajemniczonych! :D

W niedzielę rano po śniadaniu i spakowaniu się podjechaliśmy już autem pod zamek. Szybko rozstawiłem stół do gry w CWC i czekałem na Rapiera wraz z kolegą aby zacząć prezentację gry. Rapier miał okazję grać wojskami irackimi, ja amerykańskimi w mocno obciętym składzie. Suma summarum po 2,5 godzinie tłumaczenia zasad i równoczesnej gry ofensywa iracka została zatrzymana przez 1 HMMWV z TOW (który został też zniszczony) pluton piechoty, i w bardzo końcowej fazie gry przez Abramsa i 2 Bradleye. Celem gry nie było zgnojenie Czechów, a bardziej pokazanie pewnych aspektów gry. Mieliśmy oboje do wykorzystania śmigłowce, chociaż 2 ich różne typy, aby ukazać różnice i możliwości. Koniec końców atak iracki utknął przed uzyskaniem punktu zwycięstwa. Sam system nie jest trudny i myślę, że gdybyśmy mieli okazję zagrać jeszcze raz, Czesi graliby już sami (recenzja CWC w moich wcześniejszych postach dla zainteresowanych). Podczas gry pożegnałem się z Darkiem i Nazą, którzy musieli wracać już do domu oraz ponownie porozmawiałem z headache’em, który przyniósł do sali swoje figury i makietę do systemu Ambush Alley. Podpatrzyłem parę rzeczy, podpytałem o kilka następnych. Stwierdzam, że chłopak ma ciekawe pomysły i na pewno je wykorzystam, jeśli tylko będę mógł. W szczególności urzekła mnie mata do gry, którą headache zrobił z kawałka wykładziny. Pomalowana na piaskowy kolor świetnie nadaje się na piaszczyste podłoże. Do tego super domki ze straganami i pole bitwy jest maksymalnie ciekawe. Dla mnie bomba. Headache to kontakt, który trzeba utrzymać, tym bardziej, że chłopak jest z Krakowa i na Pola Chwały ma rzut beretem. Po grze z Czechami zaczęliśmy się pakować po czym udaliśmy się na obiad. Po obiedzie zostały tylko pożegnania wróciliśmy do Łodzi.

 Wnioski.
Co mi się podobało? Przede wszystkim kilka rzeczy udało się w tym roku organizatorom wg mojego mniemania. Po pierwsze posiłki. W tym roku świetnie zorganizowane były miejsca wydawania posiłków jak i sam punkt gdzie uczestniczy/wystawcy dostawali talony na posiłki. Po wypisaniu listy osób z danego sklepu czy grupy i dostawało się smycz z przewodnikiem/regulaminem. Proste i skuteczne. Nie było żadnych problemów. Druga sprawa to zadbanie o najmłodszych uczestników Pól Chwały. Dzieciaki po raz kolejny miały radochę przebierając się w stroje z różnych epok (starsi zresztą też) i niejednokrotnie uśmiech sam pojawiał się na twarzy kiedy widziało się 5 letniego rycerza. Drugim miejscem opieki najmłodszych było miejsce na placu zamkowym obsadzone poduszkami, puzzlami, malowankami i układankami. Ci naj-najmłodsi również mieli zabawę. Świetny pomysł dla odwiedzin całych rodzin. Duży plus dla organizatorów. I po trzecie to komunikacja organizatorów. Już po przyjeździe zauważyłem, że Robert śmigał z krótkofalówką. Pomysł również prosty i bardzo skuteczny. Był uchwytny dla innych i inni dla niego. Żadnego problemu, wszystko cacy. Duże podziękowania należą się też obsłudze całego konwentu, a w szczególności dzieciakom odpowiedzialnym za pomoc w ustawianiu stołów i ogólnej organizacji. Byli widoczni poprzez swoje duże identyfikatory. Kolejną rzeczą był brak odbywających się na zamku ślubów i wesel, pokazów i innych tego typu podimprez. Nie wiem do końca czy ślubu nie było bo widziałem na zewnątrz zamku parę młodą, ale weseliska nie było na pewno. Nikt nikomu nie przeszkadzał, wszystko było sprawne, i jak się okazało można było zarezerwować jeden weekend w roku tylko dla konwentu. Brawa za to!

Co mi się nie podobało? Ano po raz kolejny brakowało mi jakiejś osoby anonsującej na placu zamkowym nadchodzące atrakcje, i po raz kolejny dowiadywałem się o pokazach w momencie kiedy już trwały. Bodajże na trzecich Polach Chwały była jedna osoba, która zapowiadała pokazy i wszystko było super. Tym razem po raz kolejny ten szczegół umknął wg mnie organizatorom. Co prawda byłem zaaferowany grami, ale chętnie obejrzałbym kilka pokazów. Nawet sam przewodnik i program nie były do końca dokładne, bo dowiedziałem się, że część pokazów była opóźniona. A w przypadku konferansjera ten na bieżąco informowałby o pokazach. O samych grupach rekonstrukcji nie będę się za wiele wypowiadał bo udało mi się tylko porozmawiać przez moment z gośćmi z Niemiec i ich polskim towarzyszem. Dowiedziałem się jednak, że są oni zachwyceni polskimi imprezami jak Pola Chwały i Grenadier i chcą do nas wrócić. Ile w tym prawdy nie wiem, ale miejmy nadzieję, że jak najwięcej. Kolejnym minusem wg mnie była sala komputerowa. O ile 2 lata temu komputerów było sporo, to tym razem serwis Valkiria.net odwalił moim zdaniem niezłą szopkę. Mając do dyspozycji znaczną część podziemi, Panowie z Valkirii ustawili bodajże 5 telewizorów plazmowych podłączonych do konsol, na których oczywiście zaraz grały dzieciaki. Co lepsze, na stoisku Valkirii można było zakupić figurki do Flames of War… dziwne, ale nie moja broszka. Czym prędzej opuściłem tą część piwnic i nie powróciłem w te czeluście.


Osobiście zaliczam 5 Pola Chwały do imprez udanych. Poznałem, pograłem, porozmawiałem, popatrzyłem. Miło było zobaczyć starych znajomych i poznać nowych. Pograć w nowe systemy i porozmawiać o naszym hobby. Pooglądać co inni maja do zaoferowania ze swoich towarów. Myślę, że ta edycja konwentu zapadnie mi w pamięć. Szkoda, że nie wszyscy się pojawili jak zamierzali, ale i tak było świetnie. Z częścią nieobecnych mam zamiar widzieć się na Grenadierze. Czas pokaże co i jak, ale jestem dobrych myśli. Jeśli kogoś lub coś ominąłem to przepraszam. Zmęczenie 300km przejechanych za kołkiem daje o sobie znać. Fotki jak zwykle w terminie późniejszym wrzucę na photobucketa.

Pozdrawiam
Thomas

2 komentarze:

czaki pisze...

Turnieju DBA o dziwo nie wygrał Greebo, ale i tak wygrał Ligę. ;)

Ciekawa recenzja.

Miło było poznać Cię osobiście. Pozdrawiam!

Thomas pisze...

O właśnie! Coś tam wygrał, to wiedziałem :)